Pierwszy raz pojechaliśmy już na spokojnie tak sobie w teren. Dzieci już ogarniają się same więc babcia to tylko stróż porządku. Pojechaliśmy zobaczyć dzwonnicę w Surowicy i czerwonym szlakiem kurierów beskidzkich do Rymanowa. Pierwszy odcinek był ciężki bo ciągle pod górę. Góra Polańska. Dalszy odcinek super trasa. Więcej w dół i dobrze oznaczony.
Tym razem z Markiem pociągiem do Strzyżowa i potem terenem wracaliśmy trochę bokiem. Szlakiem trzech pogórzy. Pogoda wtedy idealna... Marek dzielnie jechał, ale czasem pod górkę słabiej z powodu przegrzania. Rower jest jeszcze trochę za duży, ale na wiosnę będzie idealny. Prosty full, ale działa bardzo fajnie.
To już kolejny raz gdy w niedzielę wstaję jak człowiek o czwartek rano, by o piątek ruszyć do lasu na spokojnie. Świat pachnie wtedy świeżością, a w lesie i na ulicach panuje spokój. Wszyscy albo śpią albo są na kacu i obudzą się kiedy ja już wrócę do domu. Ostatnio wgrałem sobie kilka śladów maratonów biegowych i rowerowych z okolicy i robię takie fragmenty. Fajne miejscówki.
Mój Marek ma już prawie 9 lat, a nogę ma po mnie, więc pojechaliśmy pociągiem do Beska i stamtąd fajne kółko Wisłoczek, Królik Polski i Rymanów. Zrobiliśmy to dość szybko, więc niestety mieliśmy 4 godziny do pociągu. Myślałem że zgubiłem portfel, ale tylko wpadł jakoś dziwnie w polecak. Za to szukanie go wcześniej dodało nam adrenaliny. W pociągu ludzi sporo, bo to fajna baza na wyjazd w Beskid niski i Bieszczady. Wyjazd o 5 a powrót o 18. Jeszcze tam wrócimy, ale muszę mu kupić większy rower na wiosnę. Oczywiście będzie to MTB i pewnie full.
To pewnie dla spragnionych wędrowców... No i testowałem dzisiaj fajne spodnie rowerowe hornhill takie enduro stylowe bryczesy. Bardzo fajne się okazały.
Pojeżdżone częścią trasy maratonu biegowego Wielki Las. Bardzo fajną trasę wytyczyli, w sam raz na konkretne śmiganie w terenie dla zabawy. Z powodu braku czasu, zrobiłem tylko część trasy. Nie było błota bo mróz, więc rower czysty.
Gravelowcy jakoś się ostatnio nie pokazują, a przecież to taka fajna terenowa szosówka... Bez amortyzacji. Mialem jechac na Strzyżów, ale jakoś przez to słoneczko nie mialem wystarczającej ilości adrenaliny i kortyzolu, więc po przygrzaniu tyłka słoneczkiem zrezygnowałem i zaliczyłem tylko Czudec i Babicę. +15 stopni i to 30 stycznia? Gorąco na rowerze.
Pojeżdżone na świeżo zbudowanym nowiuskim sprzęcie sprzed kilkunastu lat. Czuć ten czołgowy styl sprzed lat i nawet łyda zapodowała tak samo jak kiedyś. Syfu masa, a w lesie to już w ogóle masakra błotna. Na szczęście ten napęd to tanizna i nie mam "bulu" tyłka jak niektórzy że im sram eagle za tysiąca niknie w oczach. U mnie kaseta Deore lub alivio i łańcuszek niklowany. Pojechałem zabaczyć jak tam chłopy tunel robią. Na razie nie widać światełka ;)